poniedziałek, 15 czerwca 2015

Zmiana planów

Miałam teraz mijać powoli kolejną granicę w drodze na planowaną od jesieni wyprawę w Alpy Rodniańskie. Mieliśmy mieć 6 dni wakacji w tym roku. Górska wyprawa - my i góry. Obok mnie leży spakowany niemal całkowicie plecak, kijki, namiot, reklamówka z zakupionym kilka dni temu prowiantem, mapy i pokrowiec przeciwdeszczowy na plecak. A ja siedzę sobie z bólem głowy, którego nie umiem niczym przegonić i zastanawiam się jak spędzimy ten długo planowany tydzień. Bo nie tak, jak planowaliśmy. 
Prognoza pogody dla Borșy  przewiduje całkowite zachmurzenie i ostrzega przed burzami z piorunami, a nasz samochód z wielkim trudem dowiózł nas wczoraj do domu, chociaż miał do pokonania tylko trochę ponad 70 km. Właśnie w tej chwili waży się jego najbliższa przyszłość w warsztacie mechanika. W zaistniałej sytuacji Małżonek Mój Kochany, jako głowa rodziny, i odpowiedzialny przywódca itd, itd, podjął decyzję o niewyjeżdżaniu. Decyzję mądrą i odpowiedzialną mniej więcej w takim samym stopniu jak nieprzyjemną. No i siedzę sobie i myślę co tu zrobić. A przy okazji myślę sobie, a ból głowy dodaje ciemnych barw temu myśleniu, jak nie poddać się złości, rozczarowaniu, zawiedzeniu i jakimś dziwnym, narastającym przekonaniom z cyklu "tak... nigdy już nie pojedziemy na taką wyprawę... mamy za mało kasy na podróżowanie... i za mało siły...i samochód jest stary... i w ogóle wszystko do bani..."
No i odkryłam, że miejsce i pogoda na najbliższy tydzień nie zależy ode mnie (bystra jestem, nie?), ale to JAK spędzimy ten czas leży właśnie w moich rękach. Kiedy Mąż wróci od mechanika mogę przywitać Go kawą i dobrym humorem, a mogę też smętną miną, rozmemłaniem i oczekiwaniem, że to On ma mi teraz fajnie zorganizować czas, bo obiecał mi góry i nie dotrzymał obietnicy. I co ja teraz mam robić? Niech się stara. W końcu mógł zaplanować jakieś inne góry, albo w innym czasie, nie? 

To ja wybieram. 
Mam nadzieję, że dziś uda mi się wybrać dobrze. 
I dobrze, mądrze i pięknie spędzić te najbliższe dni. 
I być pomocą i radością dla Mojego Ukochanego, który cieszył się na tę wyprawę jeszcze bardziej niż ja. 




Te drogi jeszcze na nas poczekają


















2 komentarze:

  1. Hejo. Przesylam wyrazy wspolczucia :-( I pomysl: skoro macie to szczescie, ze mieszkacie w Polsce, to moze chociaz Bieszczady albo Beskid Niski?... A.

    OdpowiedzUsuń