czwartek, 15 września 2016

Kartka z wakacji I - Verona

 Wróciliśmy z wakacji. Była wspaniale i na pewno coś jeszcze o nich napiszemy, bo do tej pory, choć minęło już kilka dni, kiedy zamykamy oczy, nadal widzimy włoskie pejzaże, ale... skończyły się i wracamy do rzeczywistości.
Tymczasem kartka z wakacji nar 1. Werona.
Byliśmy, widzieliśmy, wypiliśmy kawę, kupiliśmy pamiątkę i pojechaliśmy dalej. Ale nie od razu.
To przecież miasto Romea i Julii!
To tutaj Matteo Bandello, po nim Szekspir, a po nim kolejni, umieścili historię wielkiej, tragicznej miłości członków dwóch zwaśnionych rodów. To tutaj rozgorzała w niemal tym samym czasie miłość dwojga młodziutkich serc (przypominam, że Julia miała jakieś 14 lat, Romeo 16) i nienawiść rodów Montecchich i Capulettich. W ciemnych zaułkach tego miasta, a przekonaliśmy się, że zaułków jest tu pod dostatkiem, rozgrywały się pojedynki między Tybaltem i Merkucjem, to w którejś z uliczek, po których chodziliśmy, znajdował się pokoik-cela, w której ojciec Laurenty udzielił ślubu dwojgu zakochanych. Tak, byli małżeństwem, a nie parą kochanków...
W każdym razie kochali się tak bardzo, że umarli z miłości.
Nie mogę żyć z Tobą? - nie będę żyć wcale!
Jakże to romantyczne!!!
Podobno jest mnóstwo par tak bardzo zachwyconych historią, że właśnie tutaj decydują się wziąć ślub. Jak dla mnie raczej dziwny pomysł.
Ale tuż obok tego balkonu jest mały sklep. Przesłodzony do obłędu czerwonymi serduszkami w każdym rozmiarze, jaki tylko można sobie wymarzyć. W tym sklepiku z pamiątkami siedzą panie i na starych włoskich maszynach do haftowania haftują... kuchenne fartuszki. Można napisać na karteczce imiona i treść napisu a panie, z godną podziwy prawą, wyhaftują fartuszek. Ujął mnie ten pomysł.

















Może kuchenny fartuszek jest mniej romantyczny, ale tak sobie myślę, że chyba dużo lepiej oddaje sedno miłości niż Tomba di Giulietta (grobowiec Julii) kilka uliczek dalej. O życiu nie da się chyba napisać tak dramatycznej, romantycznej i tkliwej historii. No bo jak? O smażeniu jajecznicy na śniadanie? Przecież nawet gdyby Julia przygotowywała dla Romea najlepsze włoskie pasti, antipasti i bruschetty to jednak nie byłoby o czym pisać. We wszystkich miastach i nie tylko włoskich dzieje się to każdego dnia. I to jest miłość. Tylko nikt o tym nie pisze.
Jeśli człowiek, stojąc na podwórku Casa di Giulietta, obróci się po prostu w drugą stronę - zobaczy taki obrazek:

Dosłownie w tym samym podwórku jest całkiem normalny i całkiem współczesny dom, w którym mieszkają sobie ludzie. I dalej jest cała, tętniąca życiem, piękna Werona. Ludzie, przynajmniej niektórzy, żyją w niej dla siebie z miłości, której symbolem jest kuchenny fartuszek z napisem "love forever". Inni, tak jak my, przyjeżdżają zobaczyć słynne miasto i pomyśleć chwilę o miłości. Czy pięknej? Nie wiadomo. Mogła być piękna, ale nie zdążyła. Umarła razem z młodymi.
Nasza żyje.

Panorama Werony 

Kawa w Weronie w kawiarence tuż za rogiem Casa di Giulietta
PS. W Weronie, oprócz tego najważniejszego jest bardzo wiele innych balkonów. Niektóre bardzo ładne. Na niektórych pewnie zdarzały się pary wyznające sobie miłość, na innych wypito prawdopodobnie niejedną włoską kawę, ale nie doczekały się sławy. Teraz nadeszła ich chwila.
Oto kilka z nich:

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza