piątek, 19 sierpnia 2016

Małżeński urlop - w pułapce wydajności

Powoli przygotowujemy się do wakacji. Za tydzień planujemy dwutygodniowy urlop. Jedziemy sobie we dwójkę i będziemy odpoczywać. Tak jak lubimy najbardziej - łazić po górach, znajdować ciekawe miejsca, siedzieć sobie, albo leżeć. Okazuje się, że już kilka ładnych lat nie byliśmy na wakacjach tylko we dwoje. Takie kilkudniowe wyjazdy - owszem, ale teraz jedziemy tylko we dwoje. Podróż poślubna. W końcu jesteśmy po ślubie i każda nasza tego rodzaju podróż jest po-ślubna, nie?
Znamy mniej więcej miejsce, w które jedziemy, ale tak z dokładnością do 30000 km² (tak, chodzi o 30 tysięcy). Jeśli jednak coś po drodze nam się spodoba, ten zaplanowany obszar może nieco ulec zmianie. Tak się już zdarzało w historii naszych poślubnych podróży. Pełny relaks.

Na temat naszego sposobu wypoczywania rozmawiałam z kilkoma osobami. Bo cieszę się na ten wyjazd i mam dość dużą łatwość mówienia na ten temat :). Kilka z tych rozmów skłoniło mnie do przemyśleń.

 Były to rozmowy, w których A) pytano o to co konkretnie planujemy zwiedzić, gdzie być i jakie szczyty zdobyć, i ILE, i B) jakie lektury planuję przeczytać podczas urlopu, a konkretnie ILE. Ukoronowaniem tych pytań i rozmów z nimi związanych było - bo wiesz, ja nie lubię marnować czasu. Żyje się raz i ważne jest żeby rozwijać się także w wolnym czasie.Urlop przecież można naprawdę DOBRZE WYKORZYSTAĆ.
Nie chodzi mi absolutnie o to, żeby nie czytać, nie zwiedzać i ogólnie nie myśleć podczas wakacji. Sami bierzemy coś do czytania i zamierzamy poznać nowe, ciekawe miejsca, przeżyć coś ciekawego i mieć o czym myśleć i co wspominać po powrocie. Uwielbiam w podróżach spotkania z ludźmi (również te z gatunku historia, kiedy o ludziach tylko czytam przechadzając się po ich domach, bibliotekach, miejscach w których pracowali), uwielbiam myśleć dzięki nim o sprawach, na które sama nie wpadłabym nawet przez milion lat. 
Tymczasem, mam wrażenie, całkiem spora grupa moich bardziej i mniej znajomych skupiła się na wydajności. Wszystko, zawsze i wszędzie musi mieć opracowaną strategię - cel, wizję, przynajmniej 5 pierwszych kroków oraz jasny i klarowny system weryfikacji postępów. Ok. Kiedy pracujemy, coś wytwarzamy lub mamy dwa miesiące na nauczenie się kompletnie nowej umiejętności - ma to sens. Sama planuję różne rzeczy w moim życiu - to bywa potrzebne. Nie chodzi o wylewanie dziecka z kąpielą, naprawdę nie. Ale mam wrażenie, że trochę się nam wszystkim pomieszało w priorytetach. Mamy ich tyle i w tak skomplikowanych systemach, że dawno już zapomnieliśmy, że w zasadzie priorytet, czyli sprawę "pierwszą", najwyższej wagi, mamy i możemy mieć tylko jeden. Rozwijamy za wszelką cenę nasze umiejętności miękkie i twarde, intelektualne, fizyczne i duchowe, planujemy wszystko dokładnie nawet na wakacjach (ostatnio rozmawiałam z pewną mamą sześciolatki, która zastanawiała się całkiem serio nad - uwaga! - realizowaniem celów edukacyjnych na wakacjach tejże dziewczynki, bo przecież po wakacjach idzie do szkoły i musi być dobrze przygotowana). Planujemy, rozwijamy, kontrolujemy i... tracimy na tym życie. Szybkie czytanie, liczenie w pamięci do pięciu cyfr po przecinku, wyciąganie wniosków i podejmowanie decyzji w sytuacjach stresowych, przebiegnięcie 10 km w czasie poniżej 50 minut, kolejne kursy, uprawnienia, updat'y nowych systemów, znakomita orientacja w modzie sportowej, znajomość wszystkich 3457 teorii na temat żywienia niemowląt i dzieci do 5 roku życia... etc,etc...
Aby to wszystko osiągnąć, naprawdę potrzeba planowania.
A tymczasem większość, zdecydowana większość, tych rzeczy przemija w zastraszającym tempie. Aktualności przestają być aktualne, biegać, czytać i liczyć też z czasem będziemy jednak raczej coraz wolniej, a i już teraz ogromna część tego wszystkiego może być z dużym powodzeniem przejęta przez szeroko rozumianą technologię przyszłości, która tak naprawdę jest już technologią współczesności. 
Są jednak inne wartości - miłość, pokój, radość, dobroć, życzliwość, wierność, opanowanie, cierpliwość, łagodność, zaufanie, wdzięczność. Za to nie dostaje się punktów, tym nie bardzo można pochwalić się na Facebook'u ani zdobyć "lajków" w jakiejś innej aplikacji. To wszystko w ogóle bardzo trudno zmierzyć, ale warto te cechy pielęgnować. A kiedyś może nawet zostać człowiekiem przy którym Diogenes zgasiłby swoją latarnię?
A zaczęło się od pytania o to jak spędzę wakacje...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz