piątek, 23 października 2020

Języki wyrażania emocji - Wspólny czas

Kolejny raz dzisiaj o językach miłości, zwanych inaczej walutami emocjonalnymi. Jak już wiadomo (jak nie wiadomo, to zachęcamy do poprzednich postów), każdy z nas posiada coś w rodzaju zbiornika emocjonalnego i do dobrego funkcjonowania w relacjach potrzebujemy aby był on maksymalnie zapełniony.

Waluta WSPÓLNY CZAS

Wspólny czas to o tyle ciekawa "waluta" wyrażania emocji, że w zasadzie zawsze kiedy chcemy coś zbudować, w tym relacje, musimy jakiś czas na to poświęcić. I robimy to. Spędzamy razem czas. Jeśli nie, to mamy naprawdę poważną sytuację. O co więc chodzi jeśli mówimy o wspólnym czasie jako o języku wyrażania emocji?
Języki wyrażania emocji mają w ogóle to do siebie, że są raczej pewnymi niuansami, sposobem najefektywniejszym a nie jedynym, bo przecież wszyscy czasem potrzebujemy pomocy, przytulenia, dobrego słowa czy prezentu, a jednak czas jest tutaj dość specyficzny, bo każdy przecież poświęca drugiej osobie jakiś czas. A jednak jest pewna ważna różnica. Kiedy mówimy o wspólnym czasie jako języku wyrażania miłości chodzi o skupiony na byciu razem, wspólny czas, w którym nie robimy nic innego poza byciem razem. Siedzimy, albo idziemy, rozmawiamy albo nie, jesteśmy razem i jakby nasiąkamy wzajemną obecnością. Chodzi o czas, który jest wyłączony z normalnego, codziennego funkcjonowania i poświęcony na bycie razem. Nie musi go być jakoś szczególnie dużo, nawet krótkie chwile specjalnie dla ciebie - zdadzą egzamin. Jedna z najważniejszych rzeczy - jesteśmy wtedy offline. Nic tak nie potrafi chyba zepsuć wspólnej godziny jak konieczność odebrania telefonu i rozmowa przez dwadzieścia minut, czy przewijanie kolejnych tablic Facebooka. Wtedy czas się nie liczy jak wspólny, a czasem nawet działa raczej jak wylewanie wody ze zbiornika emocji niż jego napełnianie. Dla osób, które biegle posługują się tym właśnie językiem spędzanie czasu razem jest właśnie najważniejszym sposobem okazania tego, że ktoś jest dla nich ważny. Poświęcają mu swój czas. A w dzisiejszej kulturze jest to bardzo cenny dar. 
Dla niektórych osób (ponieważ języki miewają dialekty :)) ten wspólny czas może polegać na wspólnym robieniu czegoś - gotowaniu, spacerach, wycieczkach rowerowych czy jakichkolwiek innych, ale sednem tej waluty nigdy nie będą właśnie te wycieczki czy przygotowanie posiłku, tylko właśnie to, że spędzamy ten czas  r a z e m.

Pomoc dla osób spoza powyższego obszaru językowego:
* najważniejsze jest, jak zawsze, zaakceptowanie tego, że dla bliskiej ci osoby wspólne spędzanie czasu ma decydujące znaczenie w kwestii tego czy czuje się kochana i akceptowana przez ciebie. Jeśli nie chcesz poświęcić jej swojego czasu, wniosek dla takiej osoby jest bardzo prosty i trudny do podważenia.
* pamiętaj o uczciwości. To nie działa tak, ze jak poświęcasz swoje pół godziny, to teraz druga osoba teraz powinna... (dotyczy to wszystkich języków)
* pamiętaj, że to nie jest zamach na twoje życie, i twoją wolność. Nie chodzi o całe długie godziny. Najprawdopodobniej najbliższa ci osoba, jeśli jest to jej waluta, doceni oddanie jej w całkowite władanie twoich 15 minut raz czy dwa w tygodniu. Ważne, że to ona decyduje co wtedy robicie.
* pamiętaj, że czas poświęcony na budowanie bliskości tak naprawdę jest bardzo dobrą inwestycją, to jakość naszych relacji jest podstawowym wyznacznikiem naszego poczucia szczęścia. Nie można więc "marnować czasu" na siedzenie i nic-nie-robienie w ten sposób. Jasne, jeśli oglądamy ciągle razem jakieś średnio mądre seriale (albo nawet mądre), możemy ten czas marnować, ale nie o tym tutaj mówimy.
* Praktyczne rady dla osób, które stawiają pierwsze kroki w nauce języka czasu:
  • wiadomo, że czasu nikt chyba nie ma dziś zbyt dużo, celebrujcie chwile, które jednak mamy - wspólne picie porannej kawy w niedzielę, wspólny powrót z zakupów, jazda samochodem, - warto doceniać i zauważać te momenty. Nie są długie i nie ma ich bardzo dużo, ale są!
  • odłóż telefon, wyłącz komputer, zostaw książkę, robótkę na drutach czy cokolwiek tam masz :) i skup się na drugiej osobie. 
  • zdecyduj oddać jakiś swój czas na bycie razem. Możecie się umówić ile czasu i kiedy to będzie. Koniecznie możliwie regularnie i możliwie często (bo przecież raz na godzinę w marcu co pięć lat też jest regularnie) - sobotnie śniadanie, czwartkowe wieczory, niedzielne popołudnia, cokolwiek.
  • niektórym bardzo pomaga wpisanie tego rodzaju terminów w kalendarz. Ręczę, że taki pomysł spotka się z docenieniem przez osobę ceniącą wspólny czas jako walutę emocjonalną.
  • jeśli jesteś bardzo aktywną osobą i masz poczucie marnowania czasu w powyższy sposób, potraktuj to jako inwestycję w związek. Sam, czy sama nigdy być tak nie funkcjonował, ale uczysz się nowego języka :)
  • zwykle warto konkretnie to wyrazić - mam teraz pół godziny i chcę spędzić jest z Tobą; wyłączam komórkę a Ty zrób herbatę - czy jakoś podobnie, żeby druga osoba wiedziała, że to teraz.
  • pamiętaj, że nie możesz robić pięciu innych rzeczy przy okazji, ani nawet jednej.

Powodzenia!






 

czwartek, 17 września 2020

Języki wyrażania emocji - Praktyczna pomoc


Nikomu nie trzeba chyba uświadamiać w jak stresujących czasach żyjemy. Wszyscy zmagamy się z tym samym pędem i problemami, a każdy z nas ma dodatkowo swoje własne wyzwania i konkretne, czasem bardo trudne sytuacje. Kiedy żyjemy razem, warto raczej sobie pomagać i się wspierać niż dokładać sobie nawzajem kłopotów - warto okazywać ciepłe uczucia, bo jakkolwiek bywa to trudne i wcale nieoczywiste, to jednak robi ogromną różnice w tym jak się czujemy i w jaki sposób pokonujemy wspomniany powyżej stres. Oczywistym jest, że spełnionemu człowiekowi będącemu w głębokiej, dobrej relacji jest po prostu łatwiej. Warto więc nawzajem o to dbać.

Waluta - PRAKTYCZNA POMOC

Są takie osoby, które ponad wszystko inne doceniają praktyczny udział najbliższych w codziennych obowiązkach. Zmęczona po całym dniu żona wraca do domu z myślą o górze naczyń do umycia i uporządkowania, czy prasowaniu. Wchodzi do domu a tu kuchnia posprzątana, mokre ścierki wiszą sobie na swoich miejscach. W tym domu ktoś ją kocha! Zadbał o jej potrzeby, zrozumiał zmęczenie i wyręczył w codzienności. Albo mąż już chce siadać do kolejnego odcinka serialu, padnięty po całym dniu w pracy i przypomina sobie, że musi wynieść śmieci. I dowiaduje się, że nie musi bo są już wyniesione, na stół wjeżdżają chrupki i będziemy oglądać film. Ktoś go kocha! I jeszcze przyniósł (ten Ktoś) jego ulubione chrupki. Chce się żyć!
Oczywiście, że są to bardzo stereotypowe przykłady, ale i tak dość dobrze pokazują o co chodzi. Pomagamy sobie nawzajem. Nie liczymy ile razy ktoś poszedł, pomógł czy zrobił tylko po prostu sobie nawzajem pomagamy. 
Dla osób, które wcale lub bardzo słabo posługują się tym językiem może to być delikatnie mówiąc zaskakujące. Co ma wspólnego odkurzanie czy mycie naczyń z miłością???
Otóż dla niektórych właśnie bardzo wiele. Dla tych osób oczywistym jest, że jeśli się kogoś kocha, to mu się po prostu pomaga, robi się dla niego różne rzeczy, poświęca swój czas i energię. Zauważa się jego czy jej potrzeby i się na nie reaguje. To jest właśnie miłość. Co komu po miłych słowach, przytulaniu czy prezentach, jak ja potrzebuję mieć na kogo liczyć! To oczywiste.
No i tutaj miewamy problemy, bo "oczywiste" niekoniecznie znaczy oczywiste dla wszystkich. 
Przy prezentach pisałam, ze dzieci są w tym dobre. Tutaj też mogą nas sporo nauczyć. Mają jakąś wewnętrzną potrzebę angażowania się w życie i pomaganie. Chcą pomagać, chcą być potrzebne. Zwykle niestety z tego wyrastają. Ale zapomnianą umiejętność można przecież przywrócić!

Pomoc dla osób spoza prezentowego obszaru językowego:
* uwierz, że tak jest, że dla drugiej osoby twoje zaangażowanie w jej obowiązki i chęć pomocy to oczywisty znak miłości
*osoby wyrażające tak emocje wiążą to zwykle z byciem potrzebnym i ważnym. Chcą być potrzebne i pomóc, a z drugiej strony chcą też być na tyle ważne, że ich potrzeby się liczą.
* pamiętaj, że nie chodzi o wielkie czyny. Nie musisz przygotowywać wielkich działań ani absolutnie nie chodzi o wyręczanie we wszystkim. Sednem jest twoja wrażliwość i zaangażowanie. 
* czasem bardzo fajnie działa praktyczna pomoc przy robieniu czegoś konkretnego. Robimy to wtedy razem. 
* rób też drobnostki, podaj kawę czy herbatę, kiedy sobie coś przygotowujesz zapytaj, czy przygotować też dla niej/ dla niego.
* nawet nie próbuj zabawy w "ja za ciebie zrobiłem/zrobiłam, to ty teraz...", to po prostu nie fair.
* A teraz lista, która może być pomocna dla osób chcących nauczyć się tego języka: 
  • jak już wiadomo, chodzi o twoje zaangażowanie; obserwuj w czym i kiedy możesz pomóc.
  • możesz zapytać - czy jest coś, co mogę teraz dla ciebie zrobić? - ryzyko takie, że odpowiedź może ci się nie spodobać, ale jak pytasz, to wypadałoby zrobić. Raczej nie obracaj sprawy w żart ani nie unikaj pomocy nawet jeśli myślałeś/myślałaś raczej o czymś innym. 
  • inna nazwa tego języka to "drobne przysługi" - pamiętaj o tym. Zrób kanapkę głodnemu, podaj coś do picia, zapytaj będąc w sklepie czy czegoś ci nie kupić, 
  • pomagaj w drodze, podaj rękę, ponieś ciężką torbę, podziel się jedzeniem czy piciem
  • możesz dać osobie, która wyraża i przyjmuje emocje w ten sposób "dzień wolnego", ok, może być wieczór i wtedy ty wykonujesz wszystkie obowiązki a druga osoba nie musi nic robić. 
  • nie narzucaj swoich pomysłów, i swoich sposobów działania. Możesz pozmywać, pokroić czy poskładać to tak jak ona/on lubi. Serio możesz. Dasz radę. W innym wypadku twoje starania mogą napotkać reakcję - uważasz, ze jak to źle robię, tak?  A przecież nie o to ci chodzi.
  • podobnie jak przy prezentach zapisuj w notatniku pomysły, które możesz mieć podczas rozmów, wyjazdów etc. Zwłaszcza, kiedy wydaje ci się, że przecież zapamiętasz. Czasem można usłyszeć jakiego rodzaju pomocy ktoś oczekuje. 
Powodzenia!

czwartek, 10 września 2020

Języki wyrażania emocji - Prezenty


Jak już wiadomo, każdy z nas posiada w swoim wnętrzu zbiornik emocjonalny, w którym gromadzi  emocje. (więcej tutaj - Zbiornik emocjonalny). Niestety czasem jest on pusty i wiatr w nim hula zamiast zapasów miłości na trudny czas, i wtedy jest nam szczególnie ciężko. Jak go zapełnić na nowo? (A najlepiej zapełniać stale, bo wszak wiadomo nie od dziś, że lepiej zapobiegać niż leczyć). Są na to sposoby, o których będziemy przez jakiś czas pisać, i zależą one trochę od osobowości i historii każdej konkretnej osoby. Zasady, przy pewnym uproszczeniu, jednak działają. Pamiętacie porównanie do konta emocjonalnego? No więc pytanie jakimi walutami posługiwać się w ramach operacji na tym koncie? :). Jeszcze tylko jedno małe zastrzeżenie, bo w życiu nie może być przecież tak całkiem prosto - nie do końca jest tak, że posługujemy się jednym językiem i reszta w ogóle nas nie obchodzi. Wszystko co dla siebie nawzajem robimy jest ważne i konkretne "języki miłości" o których piszemy to sposoby okazywania emocji, które przemawiają do nas najmocniej ale nie jedynie.

Waluta PREZENTY

Dla osób z tego "obszaru walutowego" ważne jest otrzymywanie prezentów - zapewnień o trwającym uczuciu i dobrej woli. I nie ma to naprawdę nic wspólnego z materializmem, bo wartość prezentów jest emocjonalna a nie finansowa, i tak, kamyk znaleziony wspólnie w górach może być znacznie cenniejszy od złotej biżuterii wysadzanej brylantami. Dlaczego? Bo jest związany z konkretną sytuacją, z konkretnym wspomnieniem, odczuciem czy atmosferą i jedno spojrzenie na niego w pluchowaty jesienny wieczór sprawia, że w pewnym sensie przenosi nas on do tamtej chwili. Trochę jak portal międzywymiarowy. Ale tylko trochę. :) I nie żeby biżuteria tego nie potrafiła :)
Oczywiście dla osoby, która posługuje się innym językiem czy walutą może to być niezrozumiałe. Stąd zresztą mnóstwo nieporozumień. 
- Ty mi tutaj nie dawaj głupot, tylko pozmywaj naczynia/zajmij się dziećmi/przytul mnie/spędź ze mną trochę czasu, etc., etc... - to nie jest tak, że osoby "prezentowe" starają się w ten sposób obejść zasady czy uniknąć zaangażowania w rodzinne życie. Po prostu w najszczerszy sposób okazują miłość, szacunek i przywiązanie wręczając prezenty. No oczywiście, że nie wszyscy na świecie są milutcy i   różne manipulacje i inne podłości mogą się zdarzyć, ale zupełnie nie o tym teraz.
Dla osoby z prezentowego obszaru walut prezent jest najoczywistszym sposobem wyrażenia miłości, pocieszenia, czy przeproszenia. Tak się przecież robi! I prezent staje się przypieczętowaniem dobrej relacji czy zgody. 
Językiem tym w szczególnie uroczy sposób posługują się dzieci. I potrafimy ze szczerą wdzięcznością przyjmować nieudolnie narysowane obrazki, ugryzione już ciasteczka czy pogniecione czekoladki. Intuicyjnie wiemy, że przyjęcie daru jest dla naszych dzieci niezwykle ważne. Strasznie szkoda, że jakoś zupełnie inaczej podchodzimy do sprawy wobec dorosłych. Czasem wręcz nie potrafimy przyjmować darów. Wietrzymy podstęp, czy podejrzewamy o materializm nawet najbliższe nam osoby. 
A przecież potrzebujemy miłości i akceptacji tak samo mocno.

Dla jednego z nas język ten bynajmniej nie jest oczywisty. Janusz kilka- (naście? dziesiąt?) razy zgubił prezenty ode mnie i długo kompletnie nie rozumiał o co chodzi z moim zbieractwem. Po co mi pamiątki z różnych miejsc, po co łapacze kurzu i mnóstwo niepraktycznych rzeczy. No właśnie po to żeby w symboliczny sposób przenosiły mnie w dobre, piękne miejsca, żeby pamiętać, wspominać i czuć się ważna i kochana. Ja z kolei długo zupełnie nie mogłam pojąć dlaczego On nie przywiązuje wagi do tak istotnych spraw. To przecież nie jest obojętne! Rozmowy, rozmowy i jeszcze trochę rozmów. Dlaczego ty tak, a dlaczego ty tak, a jak to rozumiesz, a jak myślisz... Godziny, kolejne godziny i jeszcze kolejne. I zrozumieliśmy. 
I uczymy się nadal, bo nawet kiedy już wiemy i rozumiemy, wcale nie jest to całkowicie proste i oczywiste; podobnie jak przy mówieniu w obcym języku poznanie reguł i odpowiedniej ilości słów to wcale nie wszystko - trzeba się jeszcze "otrzaskać" i nie przychodzi to łatwo, a już na pewno nie od razu. 

Pomoc dla osób spoza prezentowego obszaru językowego:
* uwierz, że tak jest, że druga osoba serio dając i otrzymując prezenty czuje się ważna i kochana; trudno "przebić" ten sposób jakimkolwiek innym
* pamiętaj, że prezenty nie muszą znacznie obciążać twojej kieszeni i zapasów energii - chodzi o gest, symbol a nie przygotowywany przez bite 3 lata wielki dar. Czas też gra rolę. Ogromny prezent to nadal jeden prezent. Raz na trzy lata to za mało. Oczywiście wielkie okazje czasem wymagają szczególnych prezentów, ale mówimy tutaj o prezentach BEZ okazji. Serio.
* kiedy przepraszasz, pamiętaj o tym sposobie - zobaczysz, że drobny prezent dołożony do słów może zdziałać cuda
* bądź uczciwy, nie próbuj wykorzystywać prezentów do swoich celów; osoby "prezentowe" zwykle mają specjalny detektor nieszczerze danych prezentów
* A teraz, specjalnie dla osób naprawdę nierozumiejących prezentów, lista tego, co może takim prezentem być (kolejność nie ma żadnego znaczenia): 
  • tak naprawdę cokolwiek, ale ważne aby prezent 
    1.  znaleźć/zrobić/zorganizować/kupić
    2. wręczyć jako prezent (sic! bez tego elementu serio się nie liczy)
  • jedzenie - ulubione chrupki, czekoladki, warzywa, napoje (oczywiście ulubione rzeczy obdarowywanego a nie darczyńcy, no i nie obdarzamy wegetarian golonką ani osób na diecie pączkami)
  • gadżety związane z zainteresowaniami (czasem na przykład warto zanotować sobie zainteresowanie konkretnym przedmiotem czy marką)
  • zaproszenie na wspólny wieczór, imprezę, do kawiarni/pubu/pizzerii etc,. zwykle wystarcza ustne ale next level to narysowanie czy wydrukowanie stosownego "bileciku"
  • zaproszenie na koncert, do kina etc. 
  • zorganizowanie i zaproszenie na wycieczkę (to już większa sprawa)
  • fajne rzeczy codziennego użytku, które w sumie i tak byśmy musieli kupić (tu szczególnie zadbaj o to by rzeczywiście wręczyć coś "specjalnie dla Ciebie")
  •  klasyka - krawaty, ubrania, biżuteria, zegarki, kwiaty, grawerowane drobiazgi ale to już raczej stosownie do okazji
  • bilet wstępu lub uczestnictwa - od dnia SPA, poprzez hotel w zamku, Muzeum Rolnictwa Ziemi Lubuskiej (jeśli takie jest), lot balonem, rajd samochodowy po błocie, kurs nurkowania, internetowy kurs szydełkowania masterclass. Cokolwiek o czym wiesz, że bliska Ci osoba chciałaby w tym wziąć udział. Uwaga! Absolutnie wykluczone jest uczestnictwo obdarowywanej osoby w imprezach, które twoim zdaniem "naprawdę by się jej przydały"!
  • voucher na "dzień lenia" - dzień całkowitego zwolnienia z wszelkich domowych obowiązków
  • fajnie zrobiony i podany posiłek - i to nie musi być nic wykwintnego
  • kawa, herbata etc. "Specjalnie dla Ciebie. Proszę"
  • zapisuj w notatniku pomysły, które możesz mieć podczas rozmów, wyjazdów etc. Zwłaszcza, kiedy wydaje ci się, że przecież zapamiętasz.

Powodzenia!






środa, 3 czerwca 2020

Zbiornik miłości i cysterna w Al Dżadida

Cysterna na wodę w twierdzy El Dżadida
W starej, portugalskiej twierdzy El Dżadida (Maroko) można do dziś zobaczyć cysternę, która zaopatrywała w słodką wodę całe miasto w porze suchej oraz w trakcie ewentualnych oblężeń. W czasie deszczu kanałami zbierano do niej wodę, a następnie z tej zebranej wody korzystano. W Maroku jeszcze nie byliśmy  cysternę znamy ze zdjęć i opisów, ale może kiedyś? 
Po lekturze książki Gary'ego Chapmana "5 języków miłości" nietrudno o skojarzenie ze zbiornikiem miłości, o którym pisze. Każdy z nas ma podobny zbiornik i chociaż nie zbieramy w nim wody, jest nam niezbędny do życia. Zbieramy w nim bowiem miłość; poczucie bycia ważnym i kochanym. A to ono daje nam siły do życia. To z jego powodu czasem potrafimy przejść nawet najtrudniejsze chwile i wręcz czuć się silniejsi, a czasem najdrobniejsza sprawa urasta do rangi nierozwiązywalnego problemu. To trochę jak z kontem w banku. Jeśli mamy na nim mnóstwo zgromadzonych oszczędności, nawet dość spore wydatki powodują poczucie ulgi i bezpieczeństwa. Wydaliśmy wprawdzie sporo, ale coś za to mamy (kupiliśmy) i jeszcze całkiem sporo nam zostało. Jest dobrze. Zupełnie inna sprawa jeśli jesteśmy od dawna na debecie, bank nie chce nawet z nami rozmawiać, mamy długi - wtedy nawet najdrobniejsza konieczność wydania kilkunastu złotych owocuje ogromnym stresem, poczuciem bezsilności i utraty bezpieczeństwa. W pewnym sensie obiektywnie nie da się więc ocenić skali finansowych problemów, bo zależy ona przede wszystkim od zasobności naszego portfela. I ze zbiornikiem miłości jest podobnie - jeśli jest zapełniony; czujemy się ważni i kochani - nie ma sprawy przez którą nie damy rady przejść. Bywa trudno, jasne że tak, ale jakoś dajemy radę i na koniec czujemy się wręcz wzmocnieni. 
Zbiornik miłości, konto emocjonalne - obojętnie jak nazwane, zapełniamy w bliskich relacjach. I nie robimy tego sami. Robią to dla nas nasi bliscy - to oni "są deszczem", który na nas pada. W dzieciństwie są to przede wszystkim rodzice (dbajmy więc o to poczucie bycia kochanym u naszych dzieci) a później inni, przede wszystkim najbliższa osoba; żona czy mąż. 
Życiowe problemy, zmęczenie, wyzwania, stres, codzienna praca wyciągają nasze środki bez litości, ważne jest więc zapełnianie zbiornika miłości tych, których kochamy - to największa rzecz jaką możemy dać naszym bliskim. A i dla nas samych o wiele lepiej jest być z kimś, kto jest szczęśliwy i czuje naszą miłość :).
Porównanie do konta jest o tyle lepsze, że podobnie jak w finansach, funkcjonuje tutaj coś w rodzaju walut - języki miłości. Jest ich 5 i w najbliższym czasie przyjrzymy się każdemu z nich po kolei, bo zwykle jeden z nich jest naszym własnym i to w nim najlepiej emocje wyrażamy i sami rozumiemy. Kiedy ktoś mówi do nas w obcym języku, mimo jego najlepszych chęci możemy nigdy nie zrozumieć o co mu chodzi - i tak się czasem dzieje kiedy ktoś okazuje miłość swoim sposobem, który niekoniecznie oznacza to samo dla jego najbliższych. 

poniedziałek, 9 marca 2020

Piękne chwile

Podobno są miliony sposobów na zabijanie czasu, ale nikt jeszcze nie wymyślił jak o wskrzesić. Tak przynajmniej twierdził Albert Einstein i chyba miał rację. Wczoraj przeczytałam też, że potrzeba lat aby zorientować się, że w życiu chodzi o chwile. Rzeczywiście to o nie chodzi.
O to byśmy w kolejnych chwilach naszego życia dobrze wybierali, dobrze i pięknie żyli. Teraz, w tej chwili. Bo kiedy zajmujemy się całością na raz, często nas to przerasta. Mnie w każdym razie tak. Pewnie, że planujemy, mamy marzenia, pragnienia, dążenia i cele. Jasne. Ale wiele z nich może pozostać niezrealizowane, a my i tak będziemy żyć dalej. Więc może, jakkolwiek plany są potrzebne, może nie warto się do nich zbytnio przywiązywać i na nich polegać w 100 procentach?
Tak często pędzimy w naszym codziennym życiu, narzekamy że brak czasu, że ciągle zajęci, że tyle obowiązków, a jakże często to my sami je na siebie nakładamy, choć naprawdę nikt oprócz nas samych od nas tego nie oczekuje. Dajemy się nabrać instagramowym reklamom super-figury, super-cery, super-pracy, super-włosów, super-mieszkania, super-porządku, super-produktywności, super-celów, super-ludzi i w ogóle super-życia. Gonimy i gonimy, lata mijają niepostrzeżenie i okazuje się, że zostaliśmy oszukani. Tylko przez kogo? Ale tak serio.
A ważne są właśnie chwile. Kiedy nie jest idealnie, ale jest cudownie. Kiedy zostawiamy brudne naczynia w zlewie i idziemy na spacer, bo pozmywać można później, a jak zajdzie słońce, to już nie będzie tak fajnie na spacerze. Kiedy udaje się nam wyrwać na krótkie wakacje. Kiedy wstajemy rozczochrani i zaspani, i słyszymy, że "pięknie wyglądasz" i nawet wiemy, że to nie do końca prawda, ale i tak się cieszymy. Kiedy jest pierwszy dzień, w którym czuć wiosnę. Albo zimę jak lubimy zimę.
Jest na prawdę mnóstwo takich chwil, tylko czasem trzeba się bliżej przyjrzeć.
A czasu niestety nie mamy tyle, żeby go pobieżnie spędzać albo wręcz zabijać. Warto się zatrzymać, warto tworzyć wspomnienia.


poniedziałek, 2 marca 2020

Czego się dziś boimy?

Ponieważ jest to blog o relacjach a nie o zdrowiu, niekoniecznie mieliśmy zamiar komentować koronawirusa. Ale strach przed nim tak bardzo się rozpanoszył, że zaczyna zdecydowanie mieć wpływ na nasze relacje. Strach, nie koronawirus. 
Na ulicy, w autobusie, w sklepie, no dosłownie wszędzie, temat zdominował rozmowy. Goniące się w parku dzieci z okrzykiem "jestem koronawirus!" dopełniły dziś całości. Tymczasem warto pamiętać, że ciągle w skali świata, a tym bardziej Europy, zdecydowanie łatwiej zarazić się na przykład żółtaczką (średnio 1,2 - 1,4 mln zachorowań każdego roku). Nie jestem ani lekarzem, ani wirusologiem, ani jasnowidzem, żeby wiedzieć jak cała sprawa się potoczy, ale żyję na tyle długo, że wiem już, że histeria i panika to nie są dobrzy sprzymierzeńcy. 
I tak sobie myślę - jacy my dziwni jesteśmy jako ludzie. Z jednej strony cenimy sobie wygodę i święty spokój, z drugiej - kiedy tylko nadarza się jakaś okazja wpadamy w obłęd, kompletnie tracimy zdrowy rozsądek, nakręcamy się jak sprężynki, wykupujemy cały ryż z popularnej sieci handlowej (ciekawe, że nie mydło), rezygnujemy z wyjazdów i ze spacerów, i śledzimy wszystkie możliwe kanały informacji. Czy aż tak boimy się utraty tych pierwszych? 
W ogóle łatwiej reagujemy paniką niż rozsądkiem. Ilość informacji o nadchodzącym w 2020 roku końcu świata, o kolejnej zasłużonej karze, o upadku cywilizacji, o apokalipsie, o spełnionych przepowiedniach, spiskach i celowych działaniach, które wymknęły się (lub nie) spod kontroli itp. zdecydowanie przekracza wytrzymałość; w każdym razie moją.
Co ciekawe, rzeczywiście nie reagujemy w ten sposób na informacje o głodzie, prześladowaniach na świecie i różnych okropieństwach, które nawet w liczbach są przerażająco większe niż ten cały koronawirus. Nie umiem się oprzeć wrażeniu, że cały czas chodzi właśnie o naszą wygodę i święty spokój. Pytanie nie brzmi - czy światu coś zagraża, czy ludzkości coś zagraża, a jedynie czy coś zagraża mi. I jak już jesteśmy przy strachu, to chyba ta właśnie refleksja przeraża mnie o wiele bardziej niż wszystkie wirusy razem wzięte. 


poniedziałek, 24 lutego 2020

Czasem nie ogarniam

Siedzę i układam plan tygodnia. Co kiedy, gdzie i z kim, otwarty kalendarz, kolejne dni i godziny. szykuje się dobry, pracowity tydzień. Za oknem leje, koło mnie ulubiony kubek gorącej herbaty, w pokoju, obok mnie stoi choinka. Serio?
No tak. Wiem, że dziś 24 lutego i powoli raczej już Wielkanoc, ale no... nie ogarnęliśmy.
Nie jesteśmy idealni, doskonali i zawsze zapięci na ostatni guzik. Niestety. A tak szczerze mówiąc, to wcale nie wiem czy rzeczywiście niestety. W sumie zawsze to kwestia wyborów. I ja z moich jestem raczej zadowolona. Może nie jestem dumna z tego, że nadal stoi u mnie bożonarodzeniowa choinka i mogłabym zamiast o tym pisać zabrać się za nią, ale jest duża i potrzeba do tego dwóch osób. Jest plan, że to właśnie dziś, ale póki co Mąż śpi po nocce w pracy.
Byłam chora, miałam do przygotowania dość sporo rzeczy i wszystko zrobiłam, tydzień pracowaliśmy poza domem (w sensie ponad 400 km, bo przecież dość sporo pracujemy poza domem :)), i nawet niekoniecznie jestem tym jakoś przytłoczona; to raczej zmęczenie i satysfakcja - jak dla mnie jedno z lepszych połączeń.
W międzyczasie byłam na super konferencji, jeden cały dzień pojechaliśmy we dwójkę na termy, kilka razy udało się nam wyjść na kilkugodzinny spacer. No a kilka rzeczy nie dałam rady ogarnąć, zrobić i jedną z nich jest nasza choinka.
Wiele już lat temu doznałam Wielkiej Iluminacji - jeśli czegoś nie ogarnę - nic szczególnego się nie dzieje. Jedyna sztuka to wiedzieć co można odpuścić i wybrać. I na przykład jak mamy jeden całkowicie wolny dzień i Mąż chce jechać na termy warto odpuścić inne wspaniałe rzeczy (jak na przykład rozbieranie choinki :P) i pojechać. Spotkać się z Przyjaciółmi zamiast /tu dowolne "zamiast".
Co ciekawe - świetnie wszyscy rozumiemy własną ograniczoność w sensie geograficznym. Nie możemy być na raz w kilku miejscach i jest to dla wszystkich oczywiste. Nikt nie oczekuje, że jeśli jestem na Śląsku w domu to w tym samym czasie, jeśli tylko porządnie się zorganizuję, mogę być również w Gdańsku i Krakowie. Co więcej, nikt nie oczekuje że dam rady te dwa miasta ogarnąć w jeden dzień. A mam przecież cały dzień!
Kiedy chodzi o robienie różnych rzeczy, jakoś tę mądrość i zdrowy rozsądek tracimy i usiłujemy zrobić w tym samym czasie wszystko. I często nawet robimy i zmuszamy do tego innych. I nawet bywamy z tego dumni czy dumne; w zasadzie częściej dumne. Mnóstwo memów, cytatów i historyjek opiewają kobiecą umiejętność robienia stu rzeczy na raz i wciskają w nas przekonanie, ze inni dają radę to ja też mogę. A to bzdura przecież.
Na instagramie każdy może mieć wszystko idealne, ale kiedy staramy się to dogonić w normalnym życiu, cierpimy same, i cierpią nasi bliscy. Poświęcamy życie na gonitwę donikąd. Bo przecież zawsze jest jeszcze coś do zrobienia.
A życie jest krótsze niż nam się wydaje i jak wiadomo rzadko kto żałuje u jego kresu, że nie zdążył zrobić kolejnego remontu, że nie skończył kolejnego projektu czy porządku w dużym pokoju. Zwykle żałujemy bliskich relacji, utraconych chwil młodości, zabaw z dziećmi czy wspólnych wyjazdów, które się nie odbyły.
I dlatego czasem (bo nie zawsze) warto zostawić choinkę do drugiej połowy lutego i zająć się ważniejszymi sprawami. A zawsze warto wybrać czym się zajmę, a co zostawię, odpuszczę. wszystkiego nie zrobię i tak, i tak.