sobota, 15 września 2018

Camino Plus :)


Nasze Camino skończyliśmy w środę. Doszliśmy dzielnie i bardzo polecamy taka wyprawę. Na podsumowanie będzie jeszcze czas, bo jeszcze nie wróciliśmy do domu. Cały czwartek spędziliśmy w Santiago. Genialnym pomysłem kolejny raz okazało się zabranie namiotu. Camping w Santiago jest wprawdzie prawie 3km od centrum i tę drogę też musieliśmy przejść, ale dobra cena i basen...
Pływanie w chłodnej wodzie po całym dniu drogi jest po prostu fantastyczne. Rano wstaliśmy i... nie mieliśmy już do przejścia kolejnych kilometrów. Ale dziwnie! Pewnie dlatego poranne zbieranie się zajęło nam znacznie więcej czasu niż do tej pory. Kolejny dzień w Santiago. No po prostu cudownie! Atmosfera miasta urzekła nas jeszcze chyba bardziej niż wczoraj. Wieczorem, na schodach katedry byliśmy melomanami - odbył się koncert na którym grała... Banda Municipal de Musica z Santiago. Już było fantastycznie, a dopiero się ściemniało. Wieczorem, oprócz kilku miejsc z doskonałym jedzeniem, trafiliśmy jeszcze na koncert - imprezę. Hiszpańska muzyka, 10, może 12 grających i śpiewających i rozbawiona, często tańcząca ekipa turystów. No atmosfera jak z filmu o Hiszpanii! Posiedzilismy trochę i trzeba było się zbierać. Pożegnaliśmy Santiago z okien najpierw autobusu a potem samolotu, który... leciał do Madrytu. I tu właśnie doleciał. Najpierw odbyło się "zwiedzanie" ogromnego lotniska. Ale w końcu się udało i dotarliśmy do hostelu. Zostawiliśmy plecaki i poszliśmy na miasto. Trudno mówić o zwiedzeniu Madrytu w jeden dzień, ale w każdym razie dotknęlismy miasta. Imponujące! Zmiana ze spokojnych wiosek, polnych dróg i centrum Santiago na stolicę jeszcze potęguje wrażenie. Mieliśmy też okazję zdziwić się sobą. Zareagowaliśmy na to odwrotnie niż byśmy się spodziewali. Asia jest zachwycona, podoba się jej że ogrom, rozmach i tyle ludzi a Janusz zachowuje nieco większy dystans. A to niespodzianka!
Dziś wracamy do domu.



środa, 12 września 2018

Camino 16 A Picarana - Santiago de Compostela

No i dotarliśmy do Santiago.
Rano pobudka jak zwykle o 7.00, zwijanie namiotu, kilka kroków (i tym razem naprawdę kilka kroków a nie 12 km) na śniadanko i w drogę. Trzeba przyznać, że teraz widać już prawdziwe tłumy caminowiczów. W zasadzie nie było momentów, w których przed albo za nami nikt by nie szedł. Minęliśmy kilka wiosek i... zaczęło się Santiago. Po drodze poznaliśmy jeszcze Beatę z Nowego Sącza, która od kilku lat mieszka w Szwajcarii i duża część drogi upłynęła nam na super rozmowie. Pozdrawiamy Beatę i Jej rodzinę :)
Samo Santiago zrobiło na nas duże wrażenie. Imponujące w zasadzie. Może z powodu kontrastu z ostatnio mijanymi malutkim miejscowościami, może z powodu 360km w nogach, nie wiemy, ale zrobiło.
Spotkaliśmy się z "naszą" Olą z Gdańska, umówiliśmy się na wieczór i ruszyliśmy na pole namiotowe - prawie 3km za miastem. Warto było. Dobra cena i basen zwróciły nam poniesionybtrud dodatkowej drogi. Kąpanko, chwila odpoczynku i z powrotem do starego miasta. Spotkaliśmy się z Olą i poszliśmy razem na kolację. Trafiliśmy w cudowne miejsce, pełne ludzi, z fantastycznym jedzeniem. Tej kolacji długo nie zapomnimy.
Wieczór w Santiago absolutnie nas zaczarował. Restauracje, kawiarnie, stare domy, muzyka... W końcu pożegnaliśmy się - Ola jutro wraca i... wróciliśmy na pole o wiele później niż zamierzalismy, ale kolejny raz to napiszę - warto było.





wtorek, 11 września 2018

Camino 15 O Regueira - Padron - A Picarana

Dzisiaj pobiliśmy własny rekord. Śniadanie było dopiero po 12 km konkretnego marszu i to głównie asfaltem. Zaczęło się niegroźne. Wprawdzie wszystko co mieliśmy zjedliśmy wczoraj na kolację, ale najbliższa miejscowość miała być za jakieś 4 km, więc nie miało być problemu. Miejscowość była, ale nie było w niej sklepu, a bar był zamknięty... Trzeba przyznać, że do tego miejsca droga była przepiękna. Szliśmy dalej drewnianymi kładkami wzdłuż rzeki. Potem, niestety był asfalt, asfalt i asfalt. Janusz obierał sobie kolejne punkty na drodze a ja szłam za nim. Super, bo zasłaniał mi niekończącą się prostą.
W końcu doszliśmy do kawiarni. Jaki to jest piękny zwyczaj, że do kawy zawsze podają tu ciasteczko!
Ostatecznie doszliśmy, zrobiliśmy zakupy kawałek dalej, zjedliśmy porządne śniadanie, potem znów zrobiliśmy przerwę, potem kolejną jeszcze jedną i doszliśmy do Padronu. Wcześniej czytslismy o tej miejscowości i jej ogromnym znaczeniu dla camino. Zaskoczyła nas bardzo swoją wielkoscią. Trudno tu zresztą mówić o wielkości - Padron to jedna aleja pięknych platanów, zamknięty klasztor, kilka albergue, jeden kościół, targ, sklep, kilka kafejek, koniec. Zdziwieni posililiśmy się znów nieco i poszliśmy dalej aż dotarliśmy na nocleg. Chyba nie do końca jednak przyzwyczailiśmy się do plecaków, bo obojgu dziś ciężko się nam szło. Mamy kryzys piętnastego dnia chyba.
Wygląda na to, że jutro dojdziemy do Santiago, gdzie nasza przygoda wcale się jeszcze nie skończy. Zobaczymy :)





poniedziałek, 10 września 2018

Camino 14 Vilanova de Arousa - O Regueiro

No i minął kolejny dzień. Rano spokojne śniadanko w kawiarni, zakupy i w drogę. Zdecydowaliśmy się po wczorajszej rozmowie z Panem w albergue na dalszą pieszą drogę. Była możliwość przejazdu łódką, ale coś, co było wcześniej opisywane jako wycieczka okazało się masowym niemal transportem. A na czasie nam akurat nie zależy. Więc idziemy. Najpierw było średniawo, bo ta część camino jest na razie raczej w przygotowaniu. Kilka razy musieliśmy przechodzić przez ulicę w dość głupich miejscach, kilka dróg było bardzo zachwaszczonych, szlak jest raczej średnio oznaczony. Ale to wszystkie minusy. Po drodze, z daleka widzieliśmy mnóstwo ludzi. Zastanawialiśmy się co robi taki tłum na plaży. Szybko się wyjaśniło - minęliśmy zbieraczy małży :); niektórzy mieli ich naprawdę mnóstwo. Szlak prowadził też przy brzegu na którym te małże się hoduje. Trzeba przyznać, że ciekawa sprawa z tym co gdzie ludzie jedzą. Poszliśmy dalej.
Vilagarcia de Arousa, którą mijaliśmy, i która na początku kojarzyła się nam z Chorzowem Batorym w nienajleszm wydaniu, dalej okazała się przepiękną miejscowością z czyściutką, piaszczystą plażą pełną muszelek.
Po godzinnej przerwie na kąpanie, której nie zdołalismy sobie odmówić, ruszyliśmy dalej. Szlak znów początkowo niezbyt przyjazny, dalej okazał się super fajną ścieżką drewnianymi kładkami wzdłuż mokradeł na rzece. Kolacja przy pięknym zachodzie słońca zakończyła dzień.
PS. Zaczynamy się przyzwyczajać do plecaków :)




niedziela, 9 września 2018

Camino 13 A Escusa - Vilanova de Arousa

Ależ piękny dzień! Początek wędrówki o wschodzie słońca (słońce wstaje tu naprawdę późno), fantastyczne widoki, droga wzdłuż pełnej ryb rzeki Umia, super kawa i ciasteczka. Spokojny dzień wypełniony rozmową. Taki zwykły, dobry dzień wędrówki. Po południu dotarliśmy na pole namiotowe. Rozbiliśmy namiot, popływaliśmy i próbowaliśmy się wygrzać w słonku, ale wcale nie grzało specjalnie mocno, a do tego wiał chłodny wiatr, więc nie do końca się udało. Ale i tak było fajnie :)
Zwiedziliśmy miasteczko i po wizycie w miejscowej albergue wyleczyliśmy się chyba ostatecznie z tego pomysłu. No jakoś nie dla nas. Nawet jeśli mamy do końca życia nie zrozumieć czym jest prawdziwe Camino - damy radę. Trudno. Nie wszystko jest dla wszystkich.
W Vilanova trafiliśmy na wielką imprezę - zawody kajakarskie dzieci i młodzieży. Ogrom kibicujacych rodzin mało nie zarwał drewnianego mostka. Ale była impreza!
Miasteczko okazało się wybitnie urocze, zwłaszcza podczas zachodu słońca i największego odpływu jaki widzieliśmy w życiu. Kończymy piękny dzień i idziemy spać. Jutro czeka nas nowy dzień.

Znaleźliśmy osiołka! I nawet niósł mój plecak! 





sobota, 8 września 2018

Camino 12 Campano - A Escusa

Za nami chyba najcieplejsza noc naszego camina. Zaraz po śniadanku poćwiczyliśmy nieco na pobliskim placu zabaw i sportu razem z miejscowym Hiszpanem, który był chyba inicjatorem powstania tego miejsca, i wyruszyliśmy w drogę. Upał dawał się we znaki od samego rana, ale jak wiadomo lubimy ciepelko :). Po drodze zastanawialiśmy się nad ciągłymi dźwiękami strzałów - okazało się, że trafiliśmy na odpust i marsz orkiestry dętej z wystrzalami na każdym skrzyżowaniu. Robiło wrażenie. Dalej pięknym (te widoki!) , choć męczącym szlakiem dotarliśmy do Mosteiro de Santa Maria de Armenteria - czyli klasztoru i towarzyszącej mu miejscowości. A tam ... Impreza! Muzyka, piwo, wino i mnóstwo ludzi. Do tego duża wycieczka Azjatów i druga starszych Amerykanów. Zwłaszcza ci drudzy dostarczył nam sporo nadziei, bo byli od nas zasadniczo starsi. Bardzo zasadniczo. Wesoła ekipa cała pochodziła z jednego miasta i postanowiła pojechać na camino. Bo nigdy nie byli. Poznaliśmy też mieszkającą od dwóch lat w Vigo Niemkę, która uwielbia atmosferę tego miasta. Pamiętacie co my pisaliśmy o Vigo?
Kolejny raz okazuje się, że ludzie mają różne gusta. Po obiedzie w fajnym towarzystwie ruszyliśmy dalej, a tam... Muinos do Rio Armenteria, czyli średniowieczne młyny wzdłuż rzeczki Armenteria. W średniowieczu było ich 53 (sic!); do teraz zostały urocze ruiny prowadzące do kolejnych ruin równie starej osady. Całość nazywała się Ruta da Pedra e da Agua i jest zdecydowanie warta zobaczenia. Wybór wariantu Espiritual na razie wygląda na bardzo trafiony. Teraz idziemy spać, bo jutro czeka nas kolejny dzień :) Zza gór widzimy kolejne błyskawice i trochę się martwimy o jutrzejszą pogodę. Dobranoc.



piątek, 7 września 2018

Camino 11 Redondela - Pontevreda - Campano

Ekipa z albergue dała nam pospać do 7.00. Wstaliśmy grzecznie i poszliśmy do pobliskiej kawiarni na śniadanie. Już wcześniej zauważyliśmy, ale teraz donosimy uprzejmie, że to prawda, że Hiszpanie dużo czytają. Rano w kawiarni ludzie z książką albo gazetą przy kawie to bardzo powszechny widok. Nie wiemy tylko co czytają, bo po hiszpańsku...
Droga była dziś spokojna, ale spotkaliśmy się w Redondeli ze szlakiem Central (my szliśmy na zmianę Costal i Litoral) i od razu odbiło się to na ilości ludzi. W samej albergue ekipa raczej we własnym składzie ale potem spotkania z ludźmi nabrały tempa. Spotkaliśmy starsze znacznie od nas małżeństwo Duńczyków. Bardzo fajni ludzie - podobno w Danii jest mnóstwo super turystycznych tras z fajną infrastrukturą. Mamy koniecznie przyjechać zobaczyć, bo Dania jest bardzo piękna. Nasi nowi znajomi byli już kilka razy w Polsce, więc teraz kolej na nas. Dla nich to były szczególne podróże, bo babcia pani Dunki była... Polką :) 
Prawda jest taka, że byli szybsi od nas i po kilku chwilach nas wyprzedzili. Spotkaliśmy też uroczą Słowaczkę, która była na Camino kolejny raz i której babcia... tak!!! Była Polką!
Byli jeszcze Niemcy, grupa Włochów, którzy robili wokół siebie bardzo dużo zamieszania, ale byli super sympatyczni i pomocni, oraz Rebecca że Stanów, która swoje pierwsze od dwóch lat wakacje przeznaczyła właśnie na Camino.
Jeli chodzi o naszą znajomą Olę z Gdańska, to została dzień dłużej w Caminha i teraz jest trochę za nami, ale jesteśmy z Nią w kontakcie. Wędruje dzielnie i myślimy sobie, że jej babcia być może też była Polką. Chociaż czasem można się zdziwić.
Pontevedra okazała się urocza ale średnio przyjazna dla ubogich caminowiczów i śpimy dalej. Zdecydowaliśmy się na Espiritual - wariant Camino przez Vilagarcia de Arousa. Zobaczymy co z tego wyniknie.