wtorek, 28 sierpnia 2018

Camino 00


Za nami długi dzień, choć poranek okazał się dość krótki. Pobudka, śniadanie, porządek po śniadaniu, ostatnie drobiazgi do plecaków, sprawdzanie listy zabranych rzeczy  (już wiemy, że zapomnieliśmy sznurka:) ), wyłączyć światło, wodę, zamknąć okna i wszystko gotowe. Telefon "już jestem", droga do Krakowa (dzięki Kasia), lotnisko - tym razem okazało się, że dwie godziny przed odlotem to wcale nie jest za dużo. Pan z obsługi lotniska ściągnął nas i jeszcze kilka osób z ogromnej kolejki do bramek, już po odprawie. Gdyby nie to, stali byśmy tam chyba do wieczora. Tym bardziej, że trzeba doliczyć z 5 minut na nieco dokładniejsze sprawdzenie Janusza.  Nie pomyliliśmy się co do tego, ale pomimo najwyraźniej podejrzanego wyglądu, Janusz kolejny raz pomyślnie przeszedł wszystkie bramki i siedzimy, w wypakowanym do ostatniego miejsca, samolocie. W drogę!
No... uwielbiany latać!!!
Dolecieliśmy, znaleźliśmy nocleg, zostawiliśmy plecaki i zwiedzamy Porto. To miasto nie śpi! 
Więc my też raczej późno się kładziemy. Dobranoc!








Brak komentarzy:

Prześlij komentarz