poniedziałek, 24 lutego 2020

Czasem nie ogarniam

Siedzę i układam plan tygodnia. Co kiedy, gdzie i z kim, otwarty kalendarz, kolejne dni i godziny. szykuje się dobry, pracowity tydzień. Za oknem leje, koło mnie ulubiony kubek gorącej herbaty, w pokoju, obok mnie stoi choinka. Serio?
No tak. Wiem, że dziś 24 lutego i powoli raczej już Wielkanoc, ale no... nie ogarnęliśmy.
Nie jesteśmy idealni, doskonali i zawsze zapięci na ostatni guzik. Niestety. A tak szczerze mówiąc, to wcale nie wiem czy rzeczywiście niestety. W sumie zawsze to kwestia wyborów. I ja z moich jestem raczej zadowolona. Może nie jestem dumna z tego, że nadal stoi u mnie bożonarodzeniowa choinka i mogłabym zamiast o tym pisać zabrać się za nią, ale jest duża i potrzeba do tego dwóch osób. Jest plan, że to właśnie dziś, ale póki co Mąż śpi po nocce w pracy.
Byłam chora, miałam do przygotowania dość sporo rzeczy i wszystko zrobiłam, tydzień pracowaliśmy poza domem (w sensie ponad 400 km, bo przecież dość sporo pracujemy poza domem :)), i nawet niekoniecznie jestem tym jakoś przytłoczona; to raczej zmęczenie i satysfakcja - jak dla mnie jedno z lepszych połączeń.
W międzyczasie byłam na super konferencji, jeden cały dzień pojechaliśmy we dwójkę na termy, kilka razy udało się nam wyjść na kilkugodzinny spacer. No a kilka rzeczy nie dałam rady ogarnąć, zrobić i jedną z nich jest nasza choinka.
Wiele już lat temu doznałam Wielkiej Iluminacji - jeśli czegoś nie ogarnę - nic szczególnego się nie dzieje. Jedyna sztuka to wiedzieć co można odpuścić i wybrać. I na przykład jak mamy jeden całkowicie wolny dzień i Mąż chce jechać na termy warto odpuścić inne wspaniałe rzeczy (jak na przykład rozbieranie choinki :P) i pojechać. Spotkać się z Przyjaciółmi zamiast /tu dowolne "zamiast".
Co ciekawe - świetnie wszyscy rozumiemy własną ograniczoność w sensie geograficznym. Nie możemy być na raz w kilku miejscach i jest to dla wszystkich oczywiste. Nikt nie oczekuje, że jeśli jestem na Śląsku w domu to w tym samym czasie, jeśli tylko porządnie się zorganizuję, mogę być również w Gdańsku i Krakowie. Co więcej, nikt nie oczekuje że dam rady te dwa miasta ogarnąć w jeden dzień. A mam przecież cały dzień!
Kiedy chodzi o robienie różnych rzeczy, jakoś tę mądrość i zdrowy rozsądek tracimy i usiłujemy zrobić w tym samym czasie wszystko. I często nawet robimy i zmuszamy do tego innych. I nawet bywamy z tego dumni czy dumne; w zasadzie częściej dumne. Mnóstwo memów, cytatów i historyjek opiewają kobiecą umiejętność robienia stu rzeczy na raz i wciskają w nas przekonanie, ze inni dają radę to ja też mogę. A to bzdura przecież.
Na instagramie każdy może mieć wszystko idealne, ale kiedy staramy się to dogonić w normalnym życiu, cierpimy same, i cierpią nasi bliscy. Poświęcamy życie na gonitwę donikąd. Bo przecież zawsze jest jeszcze coś do zrobienia.
A życie jest krótsze niż nam się wydaje i jak wiadomo rzadko kto żałuje u jego kresu, że nie zdążył zrobić kolejnego remontu, że nie skończył kolejnego projektu czy porządku w dużym pokoju. Zwykle żałujemy bliskich relacji, utraconych chwil młodości, zabaw z dziećmi czy wspólnych wyjazdów, które się nie odbyły.
I dlatego czasem (bo nie zawsze) warto zostawić choinkę do drugiej połowy lutego i zająć się ważniejszymi sprawami. A zawsze warto wybrać czym się zajmę, a co zostawię, odpuszczę. wszystkiego nie zrobię i tak, i tak.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza