poniedziałek, 2 marca 2020

Czego się dziś boimy?

Ponieważ jest to blog o relacjach a nie o zdrowiu, niekoniecznie mieliśmy zamiar komentować koronawirusa. Ale strach przed nim tak bardzo się rozpanoszył, że zaczyna zdecydowanie mieć wpływ na nasze relacje. Strach, nie koronawirus. 
Na ulicy, w autobusie, w sklepie, no dosłownie wszędzie, temat zdominował rozmowy. Goniące się w parku dzieci z okrzykiem "jestem koronawirus!" dopełniły dziś całości. Tymczasem warto pamiętać, że ciągle w skali świata, a tym bardziej Europy, zdecydowanie łatwiej zarazić się na przykład żółtaczką (średnio 1,2 - 1,4 mln zachorowań każdego roku). Nie jestem ani lekarzem, ani wirusologiem, ani jasnowidzem, żeby wiedzieć jak cała sprawa się potoczy, ale żyję na tyle długo, że wiem już, że histeria i panika to nie są dobrzy sprzymierzeńcy. 
I tak sobie myślę - jacy my dziwni jesteśmy jako ludzie. Z jednej strony cenimy sobie wygodę i święty spokój, z drugiej - kiedy tylko nadarza się jakaś okazja wpadamy w obłęd, kompletnie tracimy zdrowy rozsądek, nakręcamy się jak sprężynki, wykupujemy cały ryż z popularnej sieci handlowej (ciekawe, że nie mydło), rezygnujemy z wyjazdów i ze spacerów, i śledzimy wszystkie możliwe kanały informacji. Czy aż tak boimy się utraty tych pierwszych? 
W ogóle łatwiej reagujemy paniką niż rozsądkiem. Ilość informacji o nadchodzącym w 2020 roku końcu świata, o kolejnej zasłużonej karze, o upadku cywilizacji, o apokalipsie, o spełnionych przepowiedniach, spiskach i celowych działaniach, które wymknęły się (lub nie) spod kontroli itp. zdecydowanie przekracza wytrzymałość; w każdym razie moją.
Co ciekawe, rzeczywiście nie reagujemy w ten sposób na informacje o głodzie, prześladowaniach na świecie i różnych okropieństwach, które nawet w liczbach są przerażająco większe niż ten cały koronawirus. Nie umiem się oprzeć wrażeniu, że cały czas chodzi właśnie o naszą wygodę i święty spokój. Pytanie nie brzmi - czy światu coś zagraża, czy ludzkości coś zagraża, a jedynie czy coś zagraża mi. I jak już jesteśmy przy strachu, to chyba ta właśnie refleksja przeraża mnie o wiele bardziej niż wszystkie wirusy razem wzięte. 


Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza