piątek, 13 listopada 2015

Memento mori i okulary do czytania

W zasadzie powyższy tytuł mówi wszystko. Już wiadomo o czym będę pisała:)
Tak, po ostatniej wizycie u okulisty okazało się, że wymiana żarówki na mocniejszą nie pomoże. To znaczy pomoże, ale niewystarczająco. Okazało się to również na nieco wyższym poziomie. To nie tak, że wszyscy sprzysięgli się przeciwko mnie i piszą/drukują/rysują jakoś tak mniej wyraźnie, i nie jest również tak, że coś stało się z oświetleniem w sensie ogólnoświatowym. Kordonek do szydełkowania też nie jest "jakiś taki rozlazły".
No i w sensie ogólnoludzkim to nawet dobrze. W sumie...
Ale okulary do czytania???
Ja???
Od dziecka noszę okulary, bo mam wadę wzroku. Ok. To rozumiem. Kiedyś płakałam, nie chciałam nosić okularów, nosiłam szkła kontaktowe, itd., ale w końcu się pogodziłam. Mam wadę wzroku. Tatuś też ma. A od wielu lat też mój syn. Dobra. Na genetykę nie ma rady. Ale DO CZYTANIA???
Kiedy wcale nie tak dawno pisałam o zmianach w naszym życiu, nowych perspektywach i nowych przygodach (można przeczytać o tym tutaj : Nowa przygoda ), nie do końca to właśnie miałam na myśli. Nowe przygody w... okularach do czytania?
Na dodatek, w ostatnich dniach, byliśmy u Przyjaciół na rocznicy ślubu. Dwudziestej piątej. Jak wiadomo nasza już była. Przyjaciele w ramach tejże uroczystości puścili film. Był to film nie byle jaki, bo z Ich wesela. Na którym byliśmy gośćmi. Ale najpierw trzeba to było ustalić, bo podobieństwo tych młodych szczapek (wtedy) do nas (teraz) okazało się wcale nie takie oczywiste, jak się nam wydawało...Kiedy już udało się nam rozpoznać kto jest kto, płakaliśmy ze śmiechu.
Jednym słowem, kolejny raz, dotarło do mnie, że czas ucieka, i że 45 lat to jednak nie jest 19. No bo nie jest.
Okazuje się, że towarzyszą temu nieprzyjemne zmiany. I zaczynam ich doświadczać. Mówią, że jeśli czegoś nie możesz zmienić, postaraj się to polubić. No chyba nie tym razem! Aż taka niemądra to chyba nie jestem. Są rzeczy, które z samej swej istoty nie dają się lubić. I okulary do czytania do nich należą. Świadczą o tym, że moje ciało się zmienia i, że nie jest to zmiana na lepsze. Ale te zmiany wcale nie muszą mnie załamywać i niszczyć. Nie muszę też udawać, że ich nie ma. Ale to nie one mnie określają. Trochę na tym polega chyba życie w mądry i spełniony sposób. Jestem tym, kim jestem i zgoda na rzeczywistość jest po prostu zdrowa. Mogę udawać nastolatkę, ale wcale nie chciałabym nią być. Jak się tak zastanowić, to lubię być sobą teraz. Jestem mądrzejsza, lepiej rozumiem siebie i innych, więcej wiem i mądrzej czuję, bardziej nad sobą panuję, mam o wiele, wiele większe horyzonty i marzenia. A, że to kosztuje... Nic nowego. Cenne rzeczy dużo kosztują.
Memento mori - mówiono kiedyś. Pamiętaj, że umrzesz. Dziś ucieka się od takiego myślenia, ludziom wydaje się, że medycyna potrafi załatwić wszystko i jest to tylko kwestia pieniędzy, dobrego rządu i mądrych lekarzy. Wiecznie młody, zdrowy i bogaty. To jest cel!
No, nie chciałabym żyć dla tak malutkiego celu.
I od dziś moje okulary do czytania będą mi o tym przypominały :)



1 komentarz:

  1. jak zwykle pięknie napisane, co więcej dodać? chyba nic.
    uwielbiam czytać Waszego bloga ;).

    Justyna S.

    OdpowiedzUsuń