czwartek, 6 września 2018

Camino 10 San Xoan - Redondela

Dziś zaczęliśmy drugą połowę naszej wyprawy. Z jednej strony szybko minęło a zdrugiej mamy tyle wrażeń, że wystarczyłoby i na pół roku.
Spokój i cisza San Xoan dość szybko zamieniły się w wielkomiejski zgiełk Vigo. Trochę schodzenia ostro w dół i znaleźliśmy się w innym świecie. Na szczęście trafiliśmy od razu na super kawę i to ona chyba pomogła nam znieść szok :). Vigo zdecydowanie nas zadziwiło i niestety nie należy tego mylić z zachwytem. Miasto robi wrażenie wybudowanego w latach 70tych blokowiska i wygląda naprawdę dziwnie. Między blokami czasem można napotkać stare kamienice czy kościoły, co jeszcze potęguje wrażenie. A jednak spotkało nas jeszcze coś niezwykłego - targ mięsno-rybny, na który trafiliśmy przypadkiem. Były tam stwory, które machały do nas łapkami!!!
Dalej było tylko lepiej. Trawersem pokonaliśmy wzgórza nad ogromną zatoką podziwiając rewelacyjne widoki. Kolejne fragmenty wybrzeża powoli zmieniały kąt pod jakim je widzieliśmy.
Minęliśmy uroczy wodospad i dotarliśmy do... Centrum Kultury w Cedeira, o którym warto wspomnieć z kilku powodów. Był to dość duży budynek w bezpośrednim sąsiedztwie kościoła, w którym przy piwie i kartach siedziało 18, może 20 Hiszpanów, i siedziało nie do końca opisuje napotkaną rzeczywistość. Panowie krzyczeli na siebie i unosili się niemal nad stolikami. Tak, gra była zażarta. Pożegnali nas życząc bon camino i poszliśmy dalej. Doszliśmy do Redondeli. Tutaj z powodu zepsutej nogi Asi śpimy w alberge. Nie dało się iść dalej i szukać czegoś lepszego, bo... się nie dało. Alberge jest zaprawdę doświadczeniem zadziwiającym. Pozdrawiamy i oczekujemy na jutro.



10 komentarzy:

  1. Pozwolę sobie wpisać kilka uwag, na temat Waszego dzisiejszego dnia:
    1. Targ "mięsno-rybny". To naprawdę pierwsze Mercado na które trafiliście? Aż nie mogę uwierzyć, jest chyba w każdym miasteczku powyżej 500-1000 mieszkańców. Obecnie jesteście w Galicji, więc prawie połowa morskich stworzeń będzie w Mercado kiwać... łapkami, płetwami, wąsikami, czy nawet skrzelami... :)
    2. Hałaśliwi Hiszpanie... :) "Panowie krzyczeli na siebie i unosili się niemal nad stolikami. Tak, gra była zażarta. Pożegnali nas życząc bon camino..." A co mieli zrobić, żeby turysta się odczepił :? ... Głośni, hałaśliwi --- TAK agresywni --- NIE i tym się różnimy :(
    3. "Zepsuta noga Asi" dobrze że tyś sie napraioł :)
    4. Pierwsze Albergue.. nie dziwia sie że dziwuje, ale namiot na tyj trasie jest jeszcze dziwniejszy :)

    Buen Camino

    OdpowiedzUsuń
  2. W sumie nie pierwsze mercado, ale akurat do tego pierwszego weszliśmy, stworki były fajne i też pewnie kiedyś widziałeś je z bliska pierwszy raz. Panowie Hiszpanię byli bardzo zaangażowani w grę i to też było fajne, a zegbali nas dopiero jak sami wychodziliśmy.Nikt nie chciał się nas pozbyć, byli super. Swoją drogą z hałaśliwością i tak chyba trochę im do Włochów brakuje :)
    Noga Asi - no cóż, moja noga i wściekłe skurcze łydki są w sumie chyba większym problemem niż Janusza plaster na głowie... A co do namiotów, to ma je tu mnóstwo ludzi, tylko Ty chyba ich po prostu wyprzedzałeś. My spotkaliśmy 9 osób, z pięcioma spaliśmy na polach namiotowych. Fakt, w albergue jest więcej ludzi ;) pozdrawiamy

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zapomniałam o pierwszej ekipie zaraz za Matoshintos - było 6 osób z namiotami. No i cały Orbitur ma super ceny dla caminowiczów ;)

      Usuń
  3. Dla mnie albergue były ważną częścią camino. Śpiąc w nich stajesz się częścią jakieś tam ekipy, z którą ,,idziesz,,. Mimo, że z większością ludzi się nie rozmawialo, to zawsze było fajnie zobaczyć ich gęby. Na kolejnych etapach,czy już w samym Santiago . Wasza dzisiejsza albergue wygląda na prywatną. Musicie jeszcze spróbować municipale :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Na skurcze polecam magnez. Mnie pomaga

    OdpowiedzUsuń
  5. Dzięki, magnez w użyciu :) a z ludźmi na polu jest podobna atmosfera, tylko więcej luzu. Ale najwięcej ludzi i tak poznajemy w drodze. Kawałek z tym, kawałek z tamtym, przystanek z jeszcze innym. No, super jest.

    OdpowiedzUsuń
  6. No bo camino to camino. Każdy idzie swoje :) Tylko Ptyś je przelatuje, a ludzi z albergue, chyba potrzebuje po to, żeby się z nimi ścigać :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No bo jak można spokojnie iść widząc plecak przed sobą ? Muleta na byka nie działa tak, jak plecak przede mną :)

      Usuń
    2. No bo jak można spokojnie iść widząc plecak przed sobą ? Muleta na byka nie działa tak, jak plecak przede mną :)

      Usuń
  7. No można zwolnić i czekać aż plecak zniknie. Albo zrobić nagle zyk na skróty :)

    OdpowiedzUsuń