czwartek, 19 września 2019

Źle to robisz!

Robię sobie obiad. Dziś tylko sobie, bo jestem w domu sama. Kolejny raz z dość dużą dozą pewności sięgam do szafki po talerz i... kolejny raz okazuje się, że tam, gdzie się go spodziewałam są zupełnie inne talerze niż te, które chcę. No szaleństwo! Przecież tak się nie ustawia talerzy! Kto tak w ogóle robi?! Hmm... No mój Mąż tak robi. Chociaż po 29 latach pod jednym dachem powinien już wiedzieć jak jest dobrze, a jak źle.
No i doszliśmy do sedna sprawy. Ja robię dobrze, a ty robisz źle. Kropka.
Okazuje się, że w niemal każdym związku bywają takie problemy. Nie startujemy razem jako dwie czyste, białe kartki papieru. Mamy swoje osobne historie, nadzieje i... przyzwyczajenia. I o ile nad historiami, doświadczeniami i nadziejami zwykle pracujemy, bo wiadomo przecież, że są ważne, o tyle te zwykłe, codzienne drobnostki zostawiamy własnemu biegowi. Jakoś się ułoży. I jakoś się układa. Tylko czasem, a nawet zwykle, te codzienne sprawy - sposób układania T-shirtów, wieszanie ściereczek (na płasko czy za uszko?), używanie konkretnych noży do konkretnych rzeczy, ścielenie łóżka i tryliard tego rodzaju spraw, potrafią wyprowadzać nas z równowagi, wkurzać, smucić, rozczarowywać i ograbiać z wdzięczności (bo co z tego, że coś dla mnie zrobił/a, jak przecież źle i teraz MUSZĘ poprawiać; wiesz, ty się lepiej za to nawet nie bierz! Foch!).
Kiedy rozmawiamy o tym śmiejąc się w gronie przyjaciół, bywa nawet zabawnie, ale w życiu...
Ileż to razy nasze najgorsze kłótnie tak niewinnie się zaczynają.
Bardzo trudno jest przyznać, że inaczej niekoniecznie jest gorzej. Nadajemy zwykłej różnicy znaczenie, którego mieć nie powinna. Oczywiście, są sprawy które są zwykłe, codzienne i ważne jak mycie rąk, czy zębów. Ale całe mnóstwo takich spraw naprawdę nie ma tak wielkiego znaczenia jakie skłonni jesteśmy im przypisywać. I nie powinny nas aż tak niszczyć.
Tak sie robi! Tak jest dobrze! Zawsze tak się robiło! Nikt normalny nie robi tego w ten sposób! - Znacie to?

Dwa wyzwania na dziś.
Pierwsze: zastanawiamy się czy to, że najbliższy mi człowiek zupełnie źle wiesza pranie, stawia szklanki czy robi jakieś jeszcze inne rzeczy zupełnie źle (tzn. nie tak jak ja) rzeczywiście jest warte mojej złości. Czy może możemy wypracować jakiś wspólny sposób albo nawet zostać przy tym, że robimy coś inaczej?
Drugie - chcemy stworzyć listę takich codziennych drobiazgów, które choć wyglądają niegroźnie, a czasem nawet zabawnie, potrafią obudzić w nas kogoś, kim wcale nie chcemy być.

Oto lista, która udało się nam zrobić do tej pory:

  • Naleśniki muszą być cienkie / grube
  • Pancake to nie naleśnik (jak nie, jak tak) 
  • Talerze głębokie zawsze należy ustawiać na płaskich (lub na odwrót) 
  • Masło w kostce należy trzymać w lodówce i wyciągać tylko jak jest potrzebne i kroić z boków (lub trzymać mniejsze kawałki w maselniczce w kuchni i nabierać miękkie "skrobiąc" od góry) 
  • Naczynia myjemy zawsze twardszą stroną gąbki (ależ nigdy! Ona jest tylko do garnków!) 
  • Gąbką do naczyń można myć również blaty w kuchni (to nie do pomyślenia,do blatów jest osobna ściereczka lub gąbka) 
  • Koszule i w ogóle ubrania prasujemy i wkładamy do szafy (wkładamy do szafy nie prasowane bo przecież i tak trzeba potem poprawiać) 
  • Krochmalimy pościel (Nie!) 
  • Ścierki kuchenne można nazywać ręcznikami (nie można! ścierki i ściereczki są w kuchni a ręczniki w łazience)
  • warzywa należy obierać nad koszem na śmieci (to okropny pomysł, należy obierać nad miską a potem wyrzucić obierki i umyć miskę)





czwartek, 5 września 2019

Na bocznym torze


Właśnie minął drugi tydzień mojego nic-nie-robienia. Miałam ogromną nadzieję, że o tej porze będę już na chodzie, ale wygląda na to, że lekcja cierpliwości potrwa dłużej. Może nawet znacznie dłużej. 
Leżę sobie, ewentualnie dostojnym krokiem (to urocze określenie sposobu w jaki obecnie się poruszam zawdzięczam Przyjaciółce, która mnie odwiedziła - dzięki Zuzia) przechodzę do wybranych pomieszczeń w domu, od kilku dni mogę też siedzieć wsparta poduszkami. Mam duuużo czasu na przemyślenia. Okazuje się na przykład, że nie jestem aż tak potrzebna innym jak czasem sobie myślę i jak czasem bym chciała. Świat kręci się w zasadzie nie zauważając nawet mojej nieobecności w wielu miejscach, w których przecież być muszę. To czego przez ten czas nie zrobiłam, zrobili inni i to całkiem dobrze, choć pewnie ja zrobiłabym inaczej, lub zostało uznane za niezbyt ważne i nadal zrobione nie jest. Może nawet nigdy nie będzie. I co? Otóż zupełnie nic.
Okazało się też z drugiej strony, że jestem ważna i potrzebna niektórym nawet właśnie teraz. Kiedy kompletnie nic nie robię, kiedy aby napić się ze mną herbaty, trzeba ją sobie samemu przynieść. Albo w ogóle zrobić. I są tacy, którym chce się poświęcić swój czas bo lubią ze mną być. Po prostu. 
I takie wnioski trochę przestawiają życie, priorytety, w końcu organizację czasu. 
Do tego Szanowny Małżonek. Już trzeci tydzień chodzi na wszystkie zakupy, zawozi do lekarza, podaje herbatki, kocyki, słucha o włóczce i nowych pomysłach na robótki, puszcza muzykę, którą lubię, gotuje obiadki, no w ogóle robi sam to wszystko, co normalnie robimy we dwójkę. 
Jak wiadomo, małżeństwo to nie jest usłane płatkami pachnących róż życie w krainie jednorożców, jedzenie samych żelków i rzyganie tęczą z nadmiaru słodyczy. No nie jest. Ale bardzo wyraźnie widzę, że ktoś tutaj bardzo mnie kocha i to nawet w takiej "zepsutej" wersji. 
No i aż czuję się troszkę lepiej i snuję plany na kolejne wspólne wyprawy, spacerki, zdobywanie gór i wspólną pracę. Póki co, ćwiczę cierpliwość. :)
I tak sobie myślę, że to właśnie jest prawdziwa miłość. Niekoniecznie taka z komedii romantycznej, bo naprawdę w życiu bywa bardzo mało śmiesznie i jeszcze mniej romantycznie, ale taka właśnie prawdziwa. Zwykła i codzienna, chodząca do sklepu, przypalająca obiad, czasem zmęczona.
Kiedy zaczynamy wspólne życie łatwo dać się nabrać na "i odtąd żyli długo i szczęśliwie", na panujące wokół przekonanie, że miłość to ciągłe zauroczenie i pławienie się w niegasnącym poczuciu szczęścia - tymczasem zdarza się, że naprawdę nie mamy nic do dania. Albo ten drugi nie ma. Wtedy, czasem dopiero wtedy, prawdziwa miłość ma szansę się nam pokazać i możemy pomagać sobie nawzajem, trwać przy sobie, budować coś razem i... to dopiero jest przygoda!